Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
Astronomia 6/2026 (168)
Są w nauce idee, które kuszą mocniej, niż jakikolwiek dowód mógłby je kiedykolwiek potwierdzić. Multiświat należy do tych najbardziej uwodzicielskich. Obiecuje, że nasz wszechświat nie jest jedyny, że gdzieś obok, w innych „bąblach” czasoprzestrzeni, obowiązują inne prawa fizyki, inne wartości stałych, inne wersje tej samej historii. Brzmi jak marzenie, a wyrasta z całkiem poważnej fizyki: z kosmologicznej inflacji, z mechaniki kwantowej, z teorii strun.
Głównym tematem tego numeru jest właśnie pytanie, które dr Tomasz Lanczewski stawia wprost: czy multiświat to nauka, czy tylko elegancka spekulacja? Bo jest pewien kłopot. Innych wszechświatów, przynajmniej w wielu wersjach tej koncepcji, nie da się sprawdzić. A teoria, której nie sposób sfalsyfikować, balansuje na granicy fizyki i filozofii. Najlepiej pokazała to fala nagłówków sprzed kilkunastu miesięcy, ogłaszających, że „udowodniono istnienie multiświata”. Nic takiego się nie wydarzyło, a sama łatwość, z jaką zatarła się granica między odkryciem a efektowną deklaracją, mówi o nas chyba więcej niż o samym kosmosie.
Druga twarz tego tematu jest kulturowa. W tekście „Wszystkie możliwe światy” pokazujemy, jak idea wielu rzeczywistości wędrowała od Borgesa i interpretacji Everetta aż po „Everything Everywhere All at Once”. Ciekawe jest to odwrócenie ról: w XX wieku to fikcja często wyprzedzała fizykę, dziś kino chętnie sięga po jej słownik. Multiświat w nauce pozostaje hipotezą, której być może nigdy do końca nie zweryfikujemy. W literaturze i kinie staje się narzędziem do zadania bardzo ludzkiego pytania: kim byłbym, gdybym był inny?
Ale ten numer nie jest tylko o tym, czego nie umiemy sprawdzić. Jest też o cierpliwej, konkretnej robocie. Maciej Draws zagląda do Ames Research Center, jednego z tych miejsc NASA, gdzie nauka dzieje się po cichu, z dala od świateł załogowych misji.
Dostępność: duża ilość
Wysyłka w: 24 godziny
